Uzależniona od słodyczy

Cześć, mam na imię Kasia i jestem uzależniona od słodyczy od kiedy pamiętam. Jednocześnie minęły ponad 3 lata od kiedy nie miałam w ustach nic słodkiego.



Mam za sobą prawie 40 lat piekła życia w uzależnieniu i kilka ostatnich lat bezsilności i frustracji kiedy szukałam pomocy u specjalistów. Nie pomógł mi ani żaden psychoterapeuta, ani żaden dietetyk i psychodietetyk, ani trener, ani tym bardziej lekarz. Pomogła mi moja własna determinacja, żeby nie akceptować tej sytuacji i zawalczyć o siebie. Zmiana nastąpiła, kiedy uświadomiłam sobie, że jestem uzależniona od słodyczy i jest to takie samo uzależnienie jak alkoholizm.

Zrozumiałam wtedy, dlaczego nie działała dotychczasowa terapia polegająca na uczeniu mnie zdrowego umiaru w słodyczach oraz akceptowaniu nawrotów do objadania się. Zabrakło decyzji o całkowitym rzuceniu słodyczy. Praca nad emocjonalną stroną uzależnienia (czyli co się kryje pod spodem uzależnienia –  jaka trauma, jakie niezaspokojone potrzeby i nieprzeżyte emocje) oraz nauka zdrowych sposobów samoregulacji nie wystarcza. Równolegle musi iść decyzja o całkowitej abstynencji od słodyczy, bo inaczej doprowadzamy do sytuacji podobnej do pozwalania alkoholikowi na codzienną małą lampkę wina.

Dzisiaj jako Praktyk Uzależnień, pomagam kobietom, które po wielu latach prób ograniczania słodyczy, ciągle wracają do objadania się słodyczami w dużych ilościach. Wspieram w podjęciu decyzji o całkowitym rzuceniu słodyczy. Pokazuję, jak piękne i kolorowe jest życie bez słodyczy!

Ale zacznę od początku – od słodyczy byłam uzależniona od dziecka, ponieważ miałam wyjątkowo trudne dzieciństwo i była to dla mnie podstawowa forma samoregulacji. Najprostszy i najszybszy sposób, żeby sobie pomóc w ciężkich chwilach. Byłam zawsze bardzo aktywną życiowo i sportowo osobą – może dlatego moja nadwaga wynosiła zazwyczaj 10-20 kg, często chudłam do rozmiaru 36 i potem znowu wracałam do dodatkowych kilogramów. Wieloletnie objadanie się słodyczami doprowadziło do zaburzeń metabolicznych, w moim przypadku była to hipoglikemia reaktywna, która z czasem całkowicie zahamowała moją możliwość schudnięcia. W pewnym momencie już nie byłam w stanie w ogóle schudnąć dodatkowych kilogramów nawet będąc pod opieką profesjonalnego dietetyka i trenera. To mnie kompletnie załamało i w ten sposób trafiłam na psychoterapię, którą uważam za fundament pracy nad sobą.

Na terapii dowiedziałam się skąd wzięło się moje objadanie się słodyczami oraz uczyłam się też rozpoznawać i akceptować swoje emocje i potrzeby. Nauczyłam się zdrowych sposobów samoregulacji, czyli jak sobie pomóc w inny sposób niż słodyczami.

Chociaż całe moje życie od terapii zmieniało się na plus, miałam piękne codzienne nawyki dbania o siebie oraz zaczęłam stawiać granice ludziom – to jednak nadal nie chudłam od diety ułożonej przez dietetyka, a po dołożeniu treningów też nadal nie miałam żadnych rezultatów. To mnie załamywało i wracałam do objadania się słodyczami, co terapeuta traktował jako normalną sytuację w procesie leczenia. I znowu zaczynałam od początku, i znowu zero efektów, więc znowu nawrót do objadania się. W takim kółku kręciłam się wiele lat, a moja bezsilność i frustracja rosły do gigantycznych rozmiarów. 

Brałam udział w niezliczonych kursach i warsztatach ze zdrowego odżywiania, odchudzania i budowania nawyków, wszędzie opowiadałam mój przypadek i wszyscy mówili jednym głosem, że jeśli jest deficyt kaloryczny to musi być chudnięcie, więc na pewno oszukuję. Uczyłam się też umiaru w słodyczach pod okiem psychodietetyka, ale wytrzymywałam od paru dni do paru tygodni i wpadałam w długie ciągi słodyczowe.

Po paru latach prób odchudzania bez skutku byłam już tak zmęczona tą walką, że ciężko mi było po raz kolejny zacząć.

W końcu doszłam do najwyższej nadwagi w moim życiu – czyli 23kg na plusie. Wtedy pojawiło się światełko w tunelu, bo zaczęto mówić o otyłości jako o chorobie, a ja dowiedziałam się, że nie jestem jedyna, która nie może schudnąć i że to nie jest moja wina! To było takie uwalniające! Nadal jednak nie byłam w stanie zaakceptować, że od teraz mam być otyła już na zawsze. Pamiętałam swoje szczupłe i zdrowe ciało i nie mogłam się pogodzić z tym, że nigdy więcej taka nie będę. I nagle zdarzył się cud – trafiłam na artykuł o tym, że cukier jest porównywany do kokainy jako substancja tak samo, a nawet bardziej uzależniająca. Ten artykuł zmienił moje życie.

Zrozumiałam jedno, że muszę rzucić cukier i słodycze tak samo jak się rzuca alkohol, papierosy czy kokainę oraz że byłam w silnym uzależnieniu.

Dlatego właśnie psychoterapia sama w sobie nie spowodowała, że potrafiłam wybrać spacer zamiast tabliczki czekolady. Robiłam to i to. Robiłam wiele cudownych rzeczy dla siebie, ale nadal nie potrafiłam przestać jeść słodyczy. Bo uwierzyłam, że powinnam jeść słodycze w umiarze. Jeden mały batonik dziennie, czyli jedna lampa wina dla alkoholika.

Kiedy zrozumiałam, że jestem jak narkoman fizycznie uzależniona i że jedyna droga to całkowite odcięcie się od substancji, która mi niszczy zdrowie i życie – nastąpiła prawdziwa zmiana.

Już wiedziałam co mam zrobić, wyznaczyłam sobie dzień, w którym raz na zawsze przestałam jeść słodycze. Od tego dnia zmieniło się całe moje życie – nagle na mojej drodze stanęli specjaliści, którzy zalecili odżywianie wysokobiałkowe i niskowęglowodanowe, od którego wyleczyłam się z hipoglikemii reaktywnej, a moja waga wreszcie zaczęła spadać.

Dzisiaj noszę rozmiar 38, a w dniu rzucenia słodyczy miałam rozmiar 46. Wygrałam życie i zdrowie, tylko dlatego, że się nie poddałam i nie dałam sobie wmówić, że mam siebie zaakceptować z ponad 20kg nadwagi, chorą, w stanie zapalnym, z zaburzeniami metabolicznymi, w okropnym uzależnieniu.

Jestem w procesie, bo moja droga ciągle trwa, natomiast mój dotychczasowy sukces to takie puzzle – połączenie psychoterapii jako fundamentu pracy nad sobą (do przepracowania: dzieciństwo, traumy, potrzeby, emocje, granice, relacje), odpowiedniego odżywiania, aktywności ruchowej, dobrych nawyków.

PODSTAWĄ była i jest MOJA DECYZJA O CAŁKOWITYM NIEJEDZENIU SŁODYCZY / CUKRU.

Chcę o tym mówić – o całej mojej drodze i rozwiązaniach, do których doszłam sama dzięki własnej determinacji. Moim zdaniem objadanie się słodyczami nie powinno być leczone jak zaburzenie odżywiania (np. bulimia, kompulsywne objadanie się), ale jako uzależnienie takie jak alkohol lub narkotyki.

Jeżeli od lat próbujesz ograniczać słodycze do zdrowego umiaru, a pomimo tego ciągle wracasz do objadania się nimi w niekontrolowany sposób – to musisz przyjąć do świadomości i zaakceptować, że jesteś w uzależnieniu.
Jako Instruktor Terapii Uzależnień, pomogę Tobie w podjęciu decyzji o całkowitej abstynencji od słodyczy i przygotuję Cię do tej wielkiej zmiany życiowej. Wygrasz zdrowie, wolność i nowe piękne życie!

Zapraszam do mojej przestrzeni www.kobietauzalezniona.pl, gdzie bez wstydu rozmawiamy o kobiecych uzależnieniach.

Katarzyna Piwecka

0

Udostępnij:

Polecane artykuły

Cyberataki i dezinformacja nabierają na sile w całej UE

Rosja z pomocą Białorusi prowadzi przeciwko Polsce wojnę kognitywną (poznawczą). Działania te mają zwiększyć podziały w naszym społeczeństwie i osłabić zaufanie do instytucji oraz procesów demokratycznych, również w Unii Europejskiej

Send Us A Message