Projekt FENIX. Od decyzji jednej kobiety do siły wielu

Wiele z nas doskonale potrafi troszczyć się o wszystkich dookoła. Każdego dnia ogarniamy pracę, dom, dzieci i obowiązki. Znacznie trudniej przychodzi nam jednak zauważyć moment, w którym same zaczynamy znikać. Uśmiechamy się na zdjęciach i odpowiadamy: „Wszystko jest dobrze”. A jednak wiele z nas zna taki moment, którego nie pokazuje się światu. Moment, w którym coraz trudniej rozpoznać samą siebie.

Kiedy zmęczenie staje się codziennością. Gdy cichnie radość, a pojawia się pytanie, którego długo nie mamy odwagi wypowiedzieć nawet przed sobą:

Czy naprawdę tak miało wyglądać moje życie?

Nie zawsze potrzebujemy wtedy lustra zawieszonego na ścianie. Bo czasem naszym lustrem staje się samotność. Czasem wypalenie, a czasem utrata wiary w siebie. I to właśnie od takiego momentu zaczynają się zmiany.

Historia Projektu FENIX również nie zaczęła się od biznesplanu ani pomysłu na kolejną inicjatywę. Zaczęła się od jednej kobiety, która odważyła się spojrzeć na swoje życie z pełną szczerością. Tą kobietą była Sylwia Krzemińska…

Sylwia przeszła drogę, której świadomie nie wybrałaby żadna z nas. Jej życie potoczyło się zupełnie inaczej, niż planowała. Kolejne doświadczenia sprawiały, że coraz bardziej oddalała się od samej siebie. W pewnym momencie zmagała się z uzależnieniem od alkoholu, dużą nadwagą, utratą poczucia własnej wartości i sprawczości. Kiedy dziś pokazuje mi zdjęcia z tamtego okresu, trudno mi uwierzyć, że widzę na nich tę samą kobietę. Ale w końcu przyszedł dzień, który zmienił wszystko.

Stanęła przed własnym lustrem i zadała sobie pytanie: Sylwia, co się z Tobą stało? Co stało się z tą Sylwią, którą pamiętam jako piękną kobietę, pełną energii?

Nie wydarzył się nagle cud. Problemy nie zniknęły. Nie pojawiło się też cudowne rozwiązanie. Pojawiła się za to mocna decyzja. Powiedziała sobie kategorycznie: Dość! Już nie chcę tak dalej żyć!

Od tamtej chwili, dzień po dniu, zaczęła odzyskiwać siebie. Nie była to droga ani łatwa, ani szybka. To była droga pełna odwagi i małych decyzji. Sylwia była konsekwentna i prawdziwa. Z czasem, kiedy efekty były już widoczne, a ona odzyskała wiarę w siebie, zrozumiała, że skoro sama mogła powstać z własnych popiołów, być może gdzieś są kobiety, które właśnie dziś potrzebują usłyszeć, że one również mogą.

Fenix stał się dla niej symbolem własnej przemiany.

Najpierw jako tatuaż.
Później jako idea.
A na końcu jako Projekt FENIX.

Projekt stworzony dlatego, że jedna kobieta postanowiła, że jej najtrudniejsze doświadczenia staną się początkiem czegoś dobrego dla innych kobiet.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o Projekcie FENIX, nie znałam jeszcze historii Sylwii. I to jest dla mnie ważne, bo nie dołączyłam do tego projektu dlatego, że poruszyła mnie jej opowieść. Poznałam ją dopiero później. Do projektu przyszłam dlatego, że sama byłam w miejscu, w którym coraz trudniej było mi wszystko dźwigać samotnie.

Nie szukałam recepty na życie. Nie szukałam gotowych odpowiedzi. Szukałam przestrzeni, w której można choć na chwilę zdjąć z siebie ciężar codzienności i po prostu być.

Pierwsza edycja Projektu FENIX zgromadziła dziesięć kobiet. Każda przyszła z inną historią, niosąc ze sobą inny bagaż doświadczeń. Były wśród nich kobiety, które z zewnątrz wydawały się mieć wszystko, a w środku czuły ogromną pustkę. Takie, które pewnego dnia zrozumiały, że dłużej nie chcą żyć wyłącznie dla oczekiwań innych.

Dziś myślę, że cierpienie ma wiele twarzy i często to właśnie najbardziej uśmiechnięta kobieta niesie ze sobą najcięższy bagaż.

Pierwsza edycja projektu trwała trzy miesiące. I choć na początku wydawało się, że to może wystarczyć, bardzo szybko okazało się, że prawdziwa zmiana potrzebuje znacznie więcej niż spotkań zapisanych w harmonogramie.

Potrzebuje relacji, zaufania, obecności.

Z każdym kolejnym warsztatem, każdą rozmową i każdym spotkaniem rodziła się między nami więź, której trudno doświadczyć w codziennym życiu. Tu nie było porównywania ani oceniania. Była życzliwość i uważne słuchanie siebie nawzajem. Była świadomość, że każda kobieta i każda historia zasługują na pełen szacunek.

Dla mnie dużo ważniejsze niż warsztaty i zdobyta wiedza były kobiety. Patrząc na nie, zrozumiałam coś bardzo ważnego. Potrzebujemy czuć, że nie jesteśmy same, że mamy prawo żyć tak, jak chcemy – w zgodzie ze sobą i dla siebie.

Ta pierwsza edycja uświadomiła nam, jak bardzo potrzebne jest takie wsparcie, ponieważ o pomoc zwróciło się bardzo wiele kobiet. Refleksja po pierwszej edycji sprawiła, że drugą rozłożono w czasie na sześć miesięcy, zwiększając jednocześnie liczbę warsztatów i sesji wspierających w różnych aspektach życia.

Kiedy dziś patrzę na swoją drogę, widzę wyraźnie, że ten projekt pomógł mi odważyć się być sobą.

Przez wiele lat pomagałam ludziom organizować ich domy. Układałam szafy. Pakowałam życie do kartonów podczas przeprowadzek. Tworzyłam funkcjonalne przestrzenie. Dopiero z czasem zrozumiałam, że bardzo rzadko chodzi tu wyłącznie o porządek.

Za każdą szafą kryła się jakaś historia, za każdym przedmiotem – emocja. Za każdą zmianą w domu kryła się próba poukładania czegoś znacznie ważniejszego. Dzięki udziałowi w tym projekcie zrozumiałam, że nie chodzi wyłącznie o organizowanie rzeczy. Znacznie ważniejsze jest dla mnie towarzyszenie człowiekowi w zmianie, która często zaczyna się w fizycznej przestrzeni, ale sięga o wiele głębiej.

I to właśnie wtedy odważyłam się pisać. Najpierw o organizacji przestrzeni, potem o domu, emocjach, przytulności.

Z czasem narodziła się Kreatorka Przytulności – nie jako nazwa, ale jako naturalna konsekwencja drogi, którą przeszłam. Pojawiają się kolejne pomysły, nowe projekty. Jednym z nich będą również zebrane w całość historie kobiet, które odważyły się nimi podzielić.

Kiedy dziś ktoś pyta mnie, czym jest Projekt FENIX, nie opowiadam o warsztatach i spotkaniach.

Mówię, że jest przestrzenią. Przestrzenią, w której kobieta może przestać udowadniać całemu światu, że sobie radzi i że ma swoją wartość. Może być wysłuchana. Może przypomnieć sobie, kim była, zanim zwątpiła w siebie.

Bo każda z nas ma w sobie swojego Fenixa. Nie rodzi się on wtedy, kiedy życie jest łatwe. Rodzi się wtedy, kiedy mimo lęku podejmujemy decyzję, by wrócić do siebie.

Zarówno pierwsza, jak i druga edycja, kończąca się w październiku, kończy się uroczystą galą. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o uroczyste zakończenie projektu. Dla uczestniczek taka gala jest czymś znacznie ważniejszym. To symboliczne zamknięcie pewnego etapu, które może stać się początkiem kolejnego.

Projekt FENIX nie powstał po to, by tworzyć silne kobiety, bo one już nimi są. Projekt powstał po to, by pomóc im na nowo uwierzyć w tę siłę.

Z wyrazami wdzięczności dla wszystkich kobiet, które miały odwagę wrócić do siebie.

Katarzyna Daros

0

Udostępnij:

Polecane artykuły

Send Us A Message