Mirosława Kowalkowska: Mając zasoby finansowe, możemy łatwiej przetrwać życiowe zawirowania

Jako doradca finansowy z imponującym stażem wspiera swym doświadczeniem klientów. Jako członkini Europejskiego Klubu Kobiet Biznesu inspiruje innych do zadbania o swoje finanse. Z kolei materiały zamieszczane na jej kanale w serwisie Youtube cieszą się wciąż rosnącą popularnością. Oto Mirosława Kowalkowska, laureatka nagrody „Lwice Biznesu 2022”!

Ilona Adamska, EKKB: Jesteśmy po premierze książki „Decyzja, która zmieniła życie. Historie kobiet, które poruszą Wasze serca”. Jak wspominasz udział w wydarzeniu, które odbyło się w legendarnym teatrze Scena Relax w Warszawie?

Mirosława Kowalkowska: Wspomnienia to część naszego życia, zwłaszcza miłe wspomnienia. Ilona Adamska zadbała o to, aby w Jury plebiscytu zasiedli ludzie godni zaufania: Teresa Rosati pełniąca funkcję ambasadorki Europejskiego Klubu Kobiet Biznesu oraz Jakub B. Bączek, czyli osoba, która zna się na rzeczy i potrafi ocenić zaangażowanie przedsiębiorczyni w działanie. Dla mnie tegoroczna gala „Lwice biznesu” była wyjątkowa. Przede wszystkim dlatego, że miałam przyjemność odebrać nagrodę specjalną „Lwica, którą warto znać”. Ta statuetka to zwieńczenie moich marzeń o tym, że warto być osobą medialną. Uważam, że aby być słuchaną i aby móc pochwalić się artykułami czy książkami, które są czytane i cytowane, trzeba najpierw zaistnieć w świecie mediów. Działania Ilony Adamskiej takie jak m.in. organizacja spotkań, konferencji, warsztatów, wraz z działalnością wydawniczą, popularyzują mądre, odważne i pełne pasji do działania kobiety. Już sam tytuł książki: „Decyzja, która zmieniła życie” pobudza ciekawość i zachęca do lektury opowieści o przełomowych momentach w życiu innych kobiet, pozwala się zainspirować a nawet uwierzyć w to, że kobiety mają w sobie ogromną moc.

I.A.: Co sprawiło, że zdecydowałaś się podzielić się swoją historią na łamach książki?

Mirosława Kowalkowska: Moja historia została opisana w książce, więc nie chciałabym jej zdradzić, natomiast czułam potrzebę podzielenia się nią. Uważam, że trzeba mieć konkretny powód, aby stać się „Lwicą”, i ja go mam, dlatego wzięłam udział w wydarzeniu.

Gdy ktoś spotkał się w życiu z prawdziwym zwierzęciem – z lwicą – wie, że chociaż ma ona spokojną naturę, to potrafi zawalczyć. Co ciekawe, potrafi zawalczyć o wszystkie małe lwiątka w stadzie i ochronić je przed niebezpieczeństwem.

Uważam, że temat jakim się zajmuję – pieniądze – jest bardzo istotny w naszym życiu, ale często bywa bagatelizowany. Dlatego trzeba czasami nawet „zaryczeć”, pokazać kły i pazury, by sprowokować do zajęcia się tym problemem. Często powtarzam swoim klientom, że pieniądze szczęścia nie dają, zapewniają jednak możliwości. Z kolei możliwości są wymiarem luksusu: pozwalają na leczenie chorób na świecie, gdy nasz NFZ rozkłada ręce. Pozwalają kupić chleb i mleko, gdy zabraknie głowy rodziny. Pomagają też dokonywać wyborów dotyczących tego, gdzie i z kim chcę pracować.

Usłyszałam nawet kiedyś pół żartem pół serio, że łatwiej płacze się w porsche niż na ławce w parku. W rzeczywistości, mając zasoby finansowe, możemy nieco łatwiej przetrwać wszelkie życiowe zawirowania.

I.A.: Podczas Gali wręczono również statuetki „Silna i Odważna – nagroda za odwagę w podążaniu za swoimi marzeniami”. Jakie znaczenie ma dla Ciebie przyznana nagroda?

Mirosława Kowalkowska: Statuetka jest potwierdzeniem, że to,  co robię, ma sens. Ta nagroda jest dla mnie ważna na równi z wcześniej wymienioną, ponieważ odzwierciedla moje przekonania i pokazuje, czym zajmuję się w swojej pracy. Mam odwagę rozmawiać o pieniądzach. W naszej kulturze jest to temat trudny. Dlatego moja odwaga i wiara w to, że każdy powinien panować nad przepływem pieniędzy w swoim związku, rodzinie czy przedsiębiorstwie, jest tutaj niezbędna. Moim marzeniem jest, aby każda napotkana przeze mnie osoba była wolna finansowo. Jest jednak kilka sznurków, które nas w życiu szarpią: są to m.in.: władza, finanse i używki. Jestem przekonana, że gdy zapanujemy nad finansami, to mamy 1/3 szans na wygrane życie. Mając takie marzenie, zarażam nim inne przedsiębiorcze osoby; zarówno kobiety, jak i mężczyzn, ponieważ marzenia się spełnia, a ja mam przepis, jak to zrobić!

I.A.: Nagrody, wyróżnienia, statuetki motywują Cię do dalszej pracy? Do stawania sobie poprzeczki jeszcze wyżej?

Mirosława Kowalkowska: Przyznaję, że tak. Prezeska naszego Klubu potrafi uderzyć w strunę, która jest dla mnie szczególnie ważna. Dlatego podejmuję różne wyzwania. Pierwszy projekt, w którym brałam udział, „Diamenty kobiecego biznesu” z 2019 r., wprowadził mnie w świat, w którym mogę dzielić się swoim doświadczeniem.

Było to dla mnie wzruszające wydarzenie. Wówczas po raz pierwszy opisałam swoją drogę do sukcesu. Trzeba przyznać zupełnie obiektywnie, że 27 lat  w jednej branży finansowo-ubezpieczeniowej to dla kobiety długi czas. Przeszłam ze swoimi klientami przez trzy światowe kryzysy finansowe. To ogromny sukces, że nadal cieszę się ich zaufaniem. Uważam, że to najlepsza weryfikacja dla proponowanych przeze mnie rozwiązań finansowych. Nagrody, statuetki, wyróżnienia to zewnętrzny dowód na efektywność moich działań i ukoronowanie mojej zawodowej postawy. Pomagają, ale same w sobie nie są siłą napędową. Najważniejszą dla mnie kwestią jest to, w jakiej mierze zdołam pomóc konkretnemu człowiekowi, z którym się spotykam? Czy odkryję jego prawdziwe potrzeby i jego potencjał? Takie działanie można porównać do podróży przez życie, w której towarzyszę klientowi, bo on nie wie jeszcze, co go czeka. Ja, dzięki swojemu doświadczeniu, mogę przewidzieć pewne sytuacje, potrafię być cichym przewodnikiem. Bo pieniądze lubią ciszę i refleksyjne podejście do nich.

I.A.:  Każda z bohaterek książki chce przekazać innym kobietom, by nie zmarnowały swojej szansy i odkryły własną ścieżkę. Czasami jednak trzeba podjąć kilka błędnych decyzji, by dojść do odpowiednich wniosków i stanąć twardo na nogach, zgodnie ze słowami Marka Twaina – „Dobre decyzje są wynikiem doświadczenia, a doświadczenie zdobywa się poprzez podejmowanie błędnych decyzji”. Czy są w Twoim życiu takie błędne decyzje, które finalnie okazały się dobrem, wyszły na lepsze?

Mirosława Kowalkowska: Tak. Miałam taką sytuację w 2004 roku, kiedy Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. Wówczas stanęłam przed dylematem czy kontynuować swoją działalność w ubezpieczeniach majątkowych i do tego obsługiwać również swoich klientów w zakresie ubezpieczeń na życie. Była to trudna decyzja. Budowałam swoją bazę klientów już 9 lat. Klienci nie bardzo chcieli się rozstać, a ja nie wiedziałam, co robić. Pomogła informacja o wysokości obowiązkowych opłat, których musiałabym dokonać w sytuacji, gdybym została w dwóch przedziałach ubezpieczeń. Finalnie wybrałam to, co dla mnie zawsze było najważniejsze: zabezpieczenie czyjegoś życia i zdrowia.

Książka dostępna na stronie www.ikmag.pl/sklep

Dziś, gdy minęło już 19 lat, wiem, że była to dobra decyzja. Mam wiernych klientów, którzy już wielokrotnie przekonali się, że to co mówię, jest dla ich finansów dobre. Cały zakres ubezpieczeń mieszkań, samochodów, działek, przekazałam do multiagencji ubezpieczeniowej. Klienci są bardzo zadowoleni, zadbałam o profesjonalizm obsługi i osiągnęłam sukces. To potwierdza założenie, że mądra współpraca zawsze przynosi pozytywne efekty.

I.A.: Jakie przesłanie bije z Twojego felietonu zamieszczonego w książce „Decyzja, która zmieniła życie”?

Mirosława Kowalkowska: Patrz na swoje autentyczne predyspozycje. Daj sobie czas na rozpoznanie, co Ci w sercu gra? Co lubisz? Co potrafisz? Co sprawia Ci przyjemność? Warto też porozmawiać z kimś, do kogo ma się zaufanie, aby odpowiedział na pytanie, czy widzi nas w naszym marzeniu.

I.A.:  Mówi się, że porażki są częścią sukcesu, ze to najlepsza lekcja poznania siebie. Czym dla Ciebie są błędy, porażki, które popełniasz w życiu prywatnym i zawodowym?

Mirosława Kowalkowska: Błądzić jest rzeczą ludzką. Ja również popełniłam w życiu kilka błędów. Jako matka dużo czasu poświęcałam dzieciom. Szukałam pracy blisko domu, zatrudniłam się do pracy przy dystrybucji garnków i naczyń marki Zepter. Myślałam, że zdrowie i oszczędności są dla Polek równie ważne, jak w innych regionach świata. Takie przeświadczenie wyniosłam z okresu, kiedy mieszkałam w Belgii wraz z ojczymem. Wszyscy tam używali tych naczyń. Szybkość przygotowywania potraw, możliwość gotowania bez użycia soli, łatwość w utrzymania w czystości były wielkimi zaletami. Nie pomyliłam się. Zaczęłam sprzedawać bardzo dużo tych naczyń. Spowodowało to niestety niezadowolenie mojego męża. Nie przewidziałam tego. Wstępnie akceptował fakt, że podjęłam się takiego zajęcia. Zanim rozpoczęłam działalność, nie dopytałam jednak szczegółów, takich jak: czy będzie mi użyczał samochodu? Czy zajmie się w tym czasie dziećmi? I co najważniejsze: czy zaakceptuje mój sukces? Przypominam, był to rok 1993. Jeszcze nadal panowało przekonanie, że kobiety nie powinny zarabiać więcej od mężczyzn. Nie było jeszcze zbyt wiele pań, dla których ważna była kariera, niezależność finansowa. Dzisiaj takie przekonania dziwnie się nawet czyta. Dlatego następnego dnia, po burzliwej rozmowie z mężem, rozwiązałam umowę z firmą Zepter. Był to błąd zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Błąd, którego już nie powtórzyłam. Gdy później rozważałam, czy podjąć pracę w sektorze finansowym, bardzo dużo rozmawialiśmy z mężem i wówczas to on ostatecznie podjął decyzję, że ta praca jest dla mnie, że widzi w niej szansę na mój rozwój.

Z kolei prywatnie z pewnością bardzo żałuję, że tylko dwukrotnie zostałam mamą. Sama mam dwie siostry i brata, który jest młodszy ode mnie o 17 lat. Jednak dopiero jak dzieci podrosły odkryłam, że można powiedzieć, że mam dwoje jedynaków: jedną córkę i jednego syna. Każde z moich dzieci ma swoją indywidualną przestrzeń. Inna jest więź między licznym rodzeństwem; siostrami, braćmi, a inna między siostrą i bratem. Teraz widzę wyraźnie, że synowa wcale nie musi być fanką mojej córki i podobnie zięć nie będzie bratem dla mojego syna. Cóż, życia nie cofnę. To nie była porażka, raczej błąd w sztuce bycia rodzicem.

I.A.:  Celebrujesz swoje sukcesy?

Mirosława Kowalkowska: Poza byciem na Gali – raczej nie. Zwycięstwem jest przeżycie każdego dnia i nieustanne podejmowanie trudu by realizować swoje marzenia. Wcześniej, w małżeństwie, nagrodą były dla nas wspólne wyjazdy w ciekawe miejsca, zarówno w kraju, jak i za granicą.

I.A.: Plany na 2023? Marzenie do zrealizowania?

Mirosława Kowalkowska: Jestem aktualnie w najtrudniejszym momencie mojego życia. We wrześniu ubiegłego roku zmarł mój mąż. Przewartościowałam wszystko, co wydarzyło się  przez ostatni czas. O chorobie dowiedzieliśmy się w marcu 2021 roku. Sprawy potoczyły się bardzo szybko, nowotwór dla mężczyzny to niestety sprawa trudna do uniesienia. Mąż przegrał walkę o swoje doczesne życie. Obecnie moim planem jest zaakceptować stan bycia wdową. Nie jest to  łatwe – po 42 latach wspólnego życia wracać do pustego domu. Dlatego moim największym,  może nie marzeniem, a planem do zrealizowania, jest propagować moje doświadczenie w zakresie instrumentów finansowych, polis, pełnomocnictw. Dla przykładu: temat testamentu  w naszym domu był potraktowany bardzo naturalnie. Dlatego gdy była już postawiona diagnoza, nie musiałam się o nic martwić. Zarówno mąż, jak i ja, mieliśmy uregulowane wszystkie kwestie, jeszcze w czasie, kiedy oboje byliśmy zdrowi.

Pamiętam, jak po lekturze jednej z książek „Mała wielka podróż” napisanej przez wdowę Rossie Swale Poope zastanawiałam się, czy miałabym tyle energii, co ona? Mąż autorki zmarł na raka prostaty i ona podjęła takie wyzwanie, że okrąży kulę ziemską samotnie, będzie spała w namiocie, który sama będzie ciągnęła na saniach. Cały jej ekwipunek stanowiły wyłącznie niezbędne rzeczy. Miała telefon satelitarny i oznaczone miejsca odbioru prowiantu, ubioru. Wszystko zaplanowała. Jej mąż nie musiał umrzeć, gdyby tylko wykonywał częściej badania profilaktyczne w kierunku wczesnego wykrycia raka . Ta kobieta wędrowała 5 lat z Anglii, poprzez Skandynawię, Finlandię, Rosję, Alaskę, Kanadę i wróciła na Wyspy Brytyjskie. We wszystkich miastach, gdzie zatrzymywała się, miała prelekcję na temat jak zadbać o swoje zdrowie, aby nadal cieszyć się życiem.

Ja nie wyruszę w taką podróż. Stawiam na obecność tu i teraz. Wszędzie, gdzie tylko będę mogła, będę propagowała wiedzę, jak ogarnąć sprawy związane z pełnomocnictwami, w przychodniach, bankach, towarzystwach ubezpieczeniowych. Będę dbała o kontakt z ludźmi właśnie w tych trudnych tematach dotyczących pieniędzy, uporządkowania dokumentów spadkowych, testamentu. Pamiętajmy, że każdy z nas kiedyś odejdzie i byłoby dobrze, aby osoby, które zostają, miały zapewniony komfort życia choćby w tym zakresie.

I.A.: Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów!

1+

Udostępnij:

Polecane artykuły

Send Us A Message