Julia Deja: Radość z chwili jest bezcenna

– W dzisiejszych czasach większość z nas znajdzie chwilę na fryzjera, kosmetyczkę czy manikiurzystę. Regularnie robimy porządki w swoich garderobach, a zapominamy zacząć od porządku w swoim wnętrzu. Niepodważalnie pierwszym krokiem jest zbudowanie fundamentu poczucia własnej wartości. Od tego wszystko się zaczyna. – mówi Julia Deja, PR manager osób publicznych, coach holistyczny.

Poznałyśmy się kilka lat temu na jednej z prestiżowych gal, na której pojawiłaś się jako PR manager Viktorii Wałęsy. Zasiadałam wtedy razem z nią w jury konkursu modowego. Od lat dbasz o promocję topowych gwiazd, które dzięki Twojej pracy  i  kontaktom, regularnie goszczą w telewizji i na pierwszych stronach gazet. Jak udaje Ci się nawiązać z nimi współpracę i jak długo trwało zbudowanie tej pozycji, którą masz dzisiaj na rynku mediów?

Pamiętam ten wieczór do dziś! Przygodę z show-biznesem zaczęłam mając 16 lat. Byłam wtedy w pierwszej klasie liceum ogólnokształcącego o profilu dziennikarskim. Początkowo marzyłam, żeby zostać niezależną dziennikarką polityczną. Wyznaczyłam sobie cel, że od 16 do 19 roku życia zdobędę doświadczenie na praktykach w mediach w radiu, tv oraz prasie po to, by na studiach mieć świadomość, gdzie będę chciała pracować. w jakim kierunku  podążać.

Zgodnie z planem odbyłam pierwsze praktyki jako szesnastolatka (oczywiście za zgodą rodziców), najpierw w „Tygodniku Wprost”, potem w TVP (w „Kawie czy herbacie”), w „Polskim Radiu”, w Polsacie, „RDC”, „Radiu Zet” i w TVN. W ten sposób podczas nauki w liceum starałam się  poznać show-biznes od podszewki. Minęło sporo czasu, moi koledzy, wtedy praktykanci, dziś są szefami, redaktorami naczelnymi albo znanymi dziennikarzami. Co ciekawe ze wszystkimi z tamtych lat się przyjaźnię. Są to szczere przyjaźnie często zbudowane na solidnym fundamencie przez lata. Nie uznaję opinii, że w show-biznesie nie można się przyjaźnić. Według mnie takie generalizowanie to bzdura.

O praktyki zabiegałam zawsze osobiście – bez  koneksji. Dlatego też nigdy nie zgodzę się z ludźmi, którzy uważają, że bez znajomości nie można funkcjonować w mediach. To wymówka osób, które szukają pretekstów… Dodatkowo w moim życiu doszła do tego seria “przypadków”.

Ciekawa historia przydarzyła mi się w 3 klasie liceum, pewnego popołudnia podczas spotkania z moim przyjacielem Tobiasem Solorzem, który wtedy zajmował się Impresariatem Polsatu. Dla mnie był on guru w tematach managerskich. Wtedy zadzwoniła do mnie pierwsza gwiazda i stwierdziła: “hej, mam twój numer z produkcji tv. Chcę, żebyś była moim managerem” – byłam zdziwiona! Ja managerem? W liceum?! Jednak ona rozwiewała moje wątpliwości: „Wiesz Jula manager to osoba, która ma dobry kontakt w radiu, gazetach i w tv, ty go masz, ludzie cię lubią, więc zapraszam do współpracy.” Nie było wtedy w Polsce żadnych szkół, bym mogła się doszkolić. Otrzymałam wtedy od Tobiasa pierwszą lekcję, który widząc mnie spanikowaną postanowił mnie podszkolić. Wysłał mi SMS-a (którego mam do dziś) “dziś pierwsza lekcja pod tytułem czym różni się agent od managera gwiazd…”. Potem miałam do niego mnóstwo pytań, jak tworzyć strategie PR/marketingowa oraz jak skutecznie przeprowadzać negocjacje. Pamiętam słowa Tobiasa „Nie martw się, nawet jak będę w Afryce, to pomogę Ci pisząc SMS”. 

Rzeczywiście tak też było. Faktycznie miałam ogromne szczęście, bo uczyłam się od najlepszych. Z którymi mam przyjemność współpracować do dziś! To dla mnie wielki zaszczyt, że te znajomości, dziś przyjaźnie, które powstały z praktyk szkolnych trwają tyle lat….  Także management przyszedł do mnie naturalnie, kompletnie nie miałam tego w planach, a osoby publiczne same do mnie dzwonią z zapytaniem o ewentualna współpracę.

Wiesz, przecież to bardzo hermetyczne środowisko, gdzie poczta pantoflowa zwyczajnie działa.

Czy pracujesz ze wszystkimi gwiazdami, które się do Ciebie zgłaszają? Czy masz jakiś klucz według którego pracujesz, wybierasz sobie osoby, z którymi chcesz działać i czujesz, że jest Wam po drodze? 

Wcześniej lubiłam pracować z osobami, które są kontrowersyjne. W Polsce dla mnie to przede wszystkim SHOW, a biznes jest na drugim planie. Sama jestem osobą bardzo charyzmatyczną, mam w sobie entuzjazm dziecka, więc lubiłam kariery osób, które wzbudzają kontrowersje. Świadomie wybierałam takie osoby.

Natomiast po tylu latach pracy w show-biznesie w pierwszej kolejności zapraszam do mojego biura na konsultacje managerskie. Mam szereg pytań, zanim podejmę z kimś współpracę. Praca manager – artysta to trochę związek. Muszą pojawić się podobne poglądy, jeden obrany kierunek i podobna energia, by miało to sens na dłuższą metę.

Co jest najtrudniejszego w pracy z celebrytami? Jesteś odporna na ich nastroje, humory, zachcianki o których tyle rozpisują się media?

To gwiazdy mają jakieś zachcianki i humory? Pierwsze słyszę. Ja mam bardzo silną osobowość. Gdy byłam młodsza nie miałam problemu, kiedy przykładowo znana wokalistka czy aktorka dzwoniła w środku nocy i opowiadała o swoich prywatnych problemach. Bardzo lubiłam te nasze nocne rozmowy. Zawsze jestem wsparciem dla moich podopiecznych, mogą na mnie liczyć, natomiast dziś bardzo cenię sobie prywatność. Stawiam jasno granice. 

Poza gwiazdami pracowałaś także dla wielu znanych polityków. Byłaś odpowiedzialna za ich kampanie wizerunkowe, kampanie polityczne związane z wyborami. 

Świetnie się przygotowałaś! Research pierwsza klasa! Zgadza się. Praca z politykami przy kampaniach to już przeszłość. Pracowałam też swojego czasu przy tworzeniu programów informacyjnych. Zebrałam sporo ciekawych doświadczeń z tamtego okresu. Świat polityki rządzi się zupełnie innymi prawami. Ja zdecydowanie wolę swoje środowisko, w którym dorastałam, czyli showbiznes.

Jak to się stało, że zostałaś coachem holistycznym? I na czym dokładnie polega twoja druga praca?

Pytasz jak to się stało….? Jak wszystko u mnie w życiu naturalnie (śmiech). Gdy miałam 14 lat, moja babcia wysłała mnie na pierwszą sesje coachingową do Ewy May. Chciała, by Ewa mnie „obejrzała”. Wychodząc od Ewy dostałam książkę z dedykacją: „Dziecko jesteś jak słońce, ogrzewaj swoimi promykami innych”. Ewa wyraźnie powiedziała, że jestem naturalnie, zdrowo ubrana w świadomość siebie. Zaśmiała się, mówiąc: „dziecko, pewności siebie też ci nie brakuje”, popracowałbym z Tobą nad technika oddychania…

Tak zaczęła się moja przygoda i praca nad rozwojem osobistym – wtedy już u profesjonalnej pani coach, z którą do dziś jestem w stałym kontakcie. Ewa w tamtym roku zaproponowała, żebym na jej warsztatach prowadziła swój panel. Czułam, że to ogromne wyróżnienie, a zarazem zaszczyt. Obecnie Ewa mieszka w Australii, przyjeżdża jedynie w wakacje do Polski. Jesteśmy mimo to w kontakcie online.

Tak jak wspomniałaś pracuję w sposób holistyczny i w zależności od indywidualnych potrzeb łączę coaching, psychologię, pracę z podświadomością, intuicją i przekonaniami. Używam technik pomagających usuwać blokady i odkrywać wewnętrzny potencjał w życiu osobistym i zawodowym. Szkolę się głównie za zagranicą, stale poszerzając wiedzę na treningach, seminariach oraz warsztatach. Jestem propagatorką alternatywnego sposobu życia. Zwolenniczką świadomego słuchania własnych potrzeb, dążenia do autentyzmu, a zarazem wewnętrznej prawdy. Pasjonatką życia i aktywistką pro-zwierzęcą. Dlatego też holistyczne podejście jest najbliższe memu sercu. Kocham ludzi, uwielbiam życie, a pomaganie ludziom to moja pasja.

Komu pomagasz? Kto się do Ciebie zgłasza? 

 Z moich usług korzystają̨ m.in. gwiazdy telewizji oraz politycy.  Poza tym są to także ludzie spoza mojej branży, którzy przychodzą z polecenia. 

Mówisz o sobie, że “ubierasz kobiety w pewność siebie”.

Tak, kocham ten moduł o pewności siebie oraz o energii żeńskiej i męskiej, To moje ulubione rozdziały nauki o życiu… Wracając do twojego pytania uwielbiam widzieć przemianę kobiet.

Zaczęło się niewinnie od „ubierania w pewność siebie” moich koleżanek, które zawsze widziały, że mam to naturalnie w sobie. Zadawały mi mnóstwo pytań “jak ja to robię”. To dopiero one zwróciły mi uwagę na fakt, że dużo osób ma z tym problem. Ja pewność siebie mam wyssaną z mlekiem matki. 

To jest niesamowite, kiedy przychodzi do mnie przepiękna dziewczyna, która kompletnie w siebie nie wierzy, a po sesji uśmiecha się i rozkwita jak kwiat.  Rozpoczynamy proces budowania świadomości siebie, poznawania swoich zalet, uświadamiania sobie także tych słabszych stron, które nierzadko okazują się zaletami. Nie mam jednej metody na budowanie pewności siebie, każda z kobiet dostaje inną pracę do wykonania. Jedna spersonalizowane afirmacje, inna prace z lustrem metody Louise Hay.

To jest bardzo intuicyjne, ale podstawowa zasadą jest fakt, by dana osoba czuła się z wybraną metodą komfortowo. Nie zdarzyło mi się, by ktoś wychodząc  z sesji  nie miał uśmiechu na twarzy. To niesamowite mieć taki feedback! To on jest dla mnie najważniejszy. Tylko dla tego uśmiechu to robię.

Jak myślisz, dlaczego tak wiele kobiet nie wierzy w siebie? Skąd bierze się zaniżona samoocena i brak pewności siebie?

Dzieciństwo jest takim faktorem. Czym skorupka za młodu nasiąknie… Nie powiem nic odkrywczego. Jeśli będąc dzieckiem rodzice chwalili Cię, byli z Ciebie dumni, miałaś w domu dużo czułości, poświęcali Ci dużo uwagi, miłości, poczucia bezpieczeństwa i wsparcia, to twój fundament świadomości siebie oraz pewności jest nie do podważania.  

Wiem co mówię, bo sama wywodzę się z takiego domu. Zawsze miałam pełną akceptację, zrozumienie, wsparcie i miłość. Gdy dorosłam zrozumiałam, że mam wielkie szczęście. Okazuje się, że niewiele osób miało taki dom.

Zastanawiałam się…. zadałam nawet kiedyś mojej babci pytanie, jak ja się jej odwdzięczę za tę wiedzę. A ona stwierdziła: „Kiedyś będziesz uczyła, przekazywała tę wiedzę innym”. Tak też się dziś dzieje. 

Wiele kobiet poczucie własnej wartości buduje na wyglądzie zewnętrznym. A przecież młodość, uroda przemija. Na czym powinniśmy budować swoją wartość? Co powinno stanowić mocny fundament naszej siły, wiary w siebie? 

W dzisiejszych czasach większość z nas znajdzie chwilę na fryzjera, kosmetyczkę czy manikiurzystę. Regularnie robimy porządki w swoich garderobach, a zapominamy zacząć od porządku w swoim wnętrzu. Niepodważalnie pierwszym krokiem jest zbudowanie fundamentu poczucia własnej wartości. Od tego wszystko się zaczyna.

Zawsze powtarzam, by świat był z nami szczęśliwy, najpierw musimy w pełni zaakceptować i pokochać siebie. Jak mawiał mój ulubiony Oskar Wilde „Pokochać siebie to początek romansu na całe twoje życie”.  Warto zapytać bardzo szczerze samą siebie: kim jestem? Nie zawodowo, nie chodzi o pozycję,  tylko kim jestem jako człowiek. Od tego należy zacząć budować solidny fundament naszej siły.

Jaki wpływ na to, kim dziś jesteśmy ma nasze dzieciństwo i relacje z rodzicami? Czy osoba, która wychowywała się w toksycznej rodzinie ma szansę na stworzenie normalnego domu i nie pójście w ślady rodziców? 

Jak wcześniej wspominałam to w jakiej rodzinie się wychowaliśmy ma ogromny wpływ na nasze życie. Osoby, które wychowały się w rodzinie patologicznej są zdecydowanie bardziej narażone na powielanie negatywnych wzorców. Co nie świadczy o tym, że nie mają szans na stworzenie normalnego domu. 

Pochodząc z takiej rodziny warto zaczerpnąć porady specjalisty, by uświadomić sobie w pierwszej kolejności, że to nie jest nasza wina w jakiej rodzinie było nam dane się wychowywać. Na szczęście nasza przyszłość jest w naszych rękach. W życiu dorosłym to tylko od nas zależy, jakiej jakości będą nasze relacje, jakość życia.

Każdy ma szansę być takim, kim tylko chce, absolutnie każdy. Kwestia  pracy, wiary w siebie, determinacji i czasu. Proszę zakasać rękawy i do dzieła! 

Gdy patrzysz w lustro, kogo widzisz? Jak się czujesz sama ze sobą? 

Piękną kobietę – zewnętrznie i wewnętrznie. Szczęśliwą, w pełni świadomą swoich potrzeb, która ma oczy pełne pasji, miłości do życia i ludzi. Czuję się najcudowniej, uwielbiam być kobietą. #kochamzycie

Jak widzisz siebie za 10 lat? 

Pandemia pokazała całemu światu, że życia nie można sobie zaplanować od “A” do “Z”. Kochana przed pandemią powiedziałabym, że będę mieszkać 6 miesięcy w Polsce i 6 miesięcy w LA. Po to, aby tam pracować i się szkolić. Dziś zgodnie z tym, czego uczyła mnie rodzina od najmłodszych lat, będę mieć fokus na tym co jest tu i teraz. Zwyczajnie “carpe diem” nabiera innego znaczenia, bo na ten moment cały świat kompletnie stanął na głowie… 

Nie wiemy jak będzie wyglądać życie po pandemii, więc ta radość z chwili jest teraz bezcenna. A czego możemy być pewni oprócz śmierci i podatków? Niczego :). Jednak czym byłoby życie, gdybyśmy wszystko wiedzieli.

Rozmawiała: Ilona Adamska

Photo&makeup&hair: Żaneta Pawlak

4+

Udostępnij:

Polecane artykuły

Send Us A Message