Jedno spotkanie z Maryją może zmienić całe Twoje życie! Refleksje po rekolekcjach z ks. Dominikiem Chmielewskim

Długo zastanawiałam się, czy pisać ten artykuł, ale stwierdziłam, że jeśli choć jednej zbłąkanej duszy on pomoże, to warto. Pytałam też w sercu Boga, czy pisać tak osobiście i publicznie o swoich przeżyciach związanych z zakończonymi właśnie rekolekcjami maryjnymi prowadzonymi przez księdza Dominika Chmielewskiego w Gdyni. Usłyszałam: TAK. Dlatego w końcu usiadłam do komputera i postanowiłam zebrać najważniejsze myśli. Oto co do mnie szczególnie trafiło podczas tych trzech niesamowitych dni w Parafii pw. św. Karola Boromeusza w Gdyni. 

Zacznę może od krótkiego wstępu. Moja droga nawracania zaczęła się końcem 2018 roku, tuż po śmierci Taty (dziś wiem, że moje nawrócenie jest owocem jego odejścia do wieczności). 

Od dziecka modliłam się tylko i wyłącznie do Boga. Maryja dla mnie nie istniała. Wiedziałam, że jest matką Jezusa i to wszystko. Jej postać nie miała dla mnie żadnego większego znaczenia. Gdy zaczęłam się nawracać, również modliłam się tylko do Ojca Niebieskiego, Jego Syna i Ducha Świętego. Ale… zaczynałam odczuwać jakiś brak. Czegoś, czego nie umiałam sobie po ludzku wyjaśnić. Im bardziej zgłębiałam Pismo Święte, tym czułam coraz większe pragnienie w sercu, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o Matce Jezusa. Nigdy nie zapomnę tego dnia, gdy będąc u mamy w Sanoku, leżąc w łóżku w swoim pokoiku na poddaszu, po raz pierwszy w życiu westchnęłam do sufitu i powiedziałam: „MAMO, NIE ZNAM CIĘ. DAJ MI SIĘ POZNAĆ”. Nie uwierzycie, ale poczułam wtedy przepiękny kwiatowy zapach w pokoju. Byłam zdziwiona, bo wszystkie okna i drzwi były zamknięte. Nie miałam w pokoju żadnych kwiatów ani odświeżaczy. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale dziś tak myślę, że Ona chyba wtedy do mnie przyszła. 

Moja koleżanka Kasia, która od 5 lat kroczy drogą z Bogiem, która też się nawróciła, pokazała mi kiedyś w sieci filmiki ks. Dominika Chmielewskiego. I mówiła, żebym zaczęła ich słuchać. To był dokładnie rok 2019. Wtedy po raz pierwszy odkryłam kapłana, który miał ogromny wpływ na zmianę mojego życia duchowego. Dzięki któremu poznałam Maryję, zakochałam się w niej. Przede wszystkim odkryłam piękno różańca, którego kiedyś – powiem wprost – nienawidziłam. Nużył mnie, nudził, zasypiałam po pierwszych trzech „zdrowaśkach”. Odważyłam się napisać do księdza na Facebooku. Odpisał. Wymieniliśmy się zaledwie dwoma wiadomościami i dostałam od księdza rekolekcje „Oddanie 33”, które zaczęłam codziennie odmawiać. To, co się wydarzyło po nich, jak zakochałam się w Maryi i poznałam jej wielką rolę, jest nie do opisania.

Dziś zaczynam każdy swój dzień od różańca. Są dni, kiedy modlę się rano i wieczorem (często z ks. Teodorem). Miałam ogromną łaskę i do dziś za nią dziękuję Bogu, że mogłam spotkać się osobiście z ks. Dominikiem. Dostałam od niego kilka jego książek, z których dwie miały i wciąż mają dla mnie ogromne znaczenie, które przemieniły moje serce – „Kecharitomene. Odkryj Jej niesamowity sekret i wejdź w swoje przeznaczenie!” oraz „Jego miłość Cię uleczy” (Wydawnictwo SUMUS).

Moja droga nawrócenia trwa trzeci rok. Maryja została moją największą i najwierniejszą przyjaciółką. To pod jej obrazem, który wisi u mnie w sypialni, często kładę się krzyżem i modlę do Boga, do Niej, za rodzinę, dzieci nienarodzone, dusze w czyśćcu cierpiące, za kapłanów (zwłaszcza za kilku, którzy mieli ogromny wpływ na mój rozwój duchowy i wciąż mnie wspierają) oraz za wszystkich, którzy się za mnie modlą. 

Nigdy nie byłam na rekolekcjach prowadzonych przez ks. Dominika Chmielewskiego. W sercu marzyłam o nich od dawna, ale zawsze coś stało na przeszkodzie. Do teraz…

Ostatnie 10 dni w moim życiu nie było łatwe. Czułam się bardzo źle (choć na FB tego nie pokazywałam). Trzy dni byłam totalnie bez sił. Nie byłam w stanie wstać z łóżka. Finalnie w ubiegłą sobotę, dokładnie w swoje urodziny, wylądowałam w szpitalu na Banacha, na tomografie głowy i całej serii badań, bo nikt nie wiedział, co mi jest. Byłam psychicznie i fizycznie wyczerpana. Gdy wróciłam do domu, postanowiłam napisać do serdecznej znajomej z Gdańska, czy mogę do niej przyjechać na Pomorze, bo muszę odpocząć. Zmienić otoczenie. Pamiętam jak dziś, była 8.00 rano. W poniedziałek. Gosia z wielką radością mnie zaprosiła i powiedziała, że oczekuje na mnie w środę. Kiedy tylko skończyłam rozmowę, zerknęłam na swój Facebook, aby sprawdzić wiadomości, i nagle, nie wiem dlaczego, ale uderzył mnie po oczach wielki plakat „REKOLEKCJE MARYJNE” w Gdyni. Rekolekcjonista: ks. Dominik Chmielewski. Możecie się domyślić mojej reakcji. Mówię: „O NIE! NIE MOŻE MNIE TAM ZABRAKNĄĆ. TO NIE PRZYPADEK, ŻE PRZED CHWILĄ UMÓWIŁAM SIĘ Z GOSIĄ NA WIZYTĘ W TRÓJMIEŚCIE. JADĘ!”. Czułam, że to znak. Że mam tam być.

I nie pomyliłam się.

Tego, co przeżywałam przez te trzy dni w cudownym kościele na jednym z gdyńskich osiedli, nie jestem w stanie opisać Wam słowami. To zostanie po prostu w moim sercu. Powiem tylko tyle, że nie było dnia, bym nie płakała kilka razy podczas mszy czy kilkugodzinnych adoracji. Tego spokoju, ciepła, wielkiej radości i szczęścia, który zagościł w moim sercu, nie da się opisać. Ale za to mogę Wam choć w kilku słowach podsumować najważniejsze myśli i przesłania, które trafiły do mnie podczas tego kończącego się już weekendu. Weekendu będącego uwielbieniem Maryi. Której bliskość i obecność czuło się wręcz namacalnie. 

Parafia pw. św. Karola Boromeusza w Gdyni

Ksiądz Dominik mówił o wielkiej wartości i znaczeniu różańca. I o potrzebie zwrócenia się do Maryi. Że to właśnie różaniec, który jest egzorcyzmem, jest najskuteczniejszą bronią w walce z Szatanem. Ksiądz podkreślał, że dziś szczególnie Zły będzie atakował rodziny, uderzał w małżeństwa, dlatego tak ważny jest wspólny, rodzinny różaniec. Ksiądz mówił o tym, jaki niepokój, strach i lęk (największe narzędzia, którymi posługuje się Szatan) wprowadzają media, telewizja, Internet, social media (pełno w nich wulgarnych, wyuzdanych zdjęć, teledysków, programów). Kiedy oglądamy telewizję po kilka godzin dziennie, nie mamy czasu ani możliwości szczerej, pełnej skupienia i uwielbienia modlitwy. A przecież (co podkreślał dziś także proboszcz parafii), mamy się modlić nie językiem, a sercem i duszą. Gdzie w tym natłoku „złych” informacji możemy znaleźć spokój i oddać się płynącej prosto z serca modlitwie? 

Ksiądz Dominik pięknie mówił o odwadze, która jest przemodlonym lękiem. Mówił o tym, że nie ma ludzi (poza psychopatami), którzy się nie boją. Ważne jednak, aby zaufać Bogu i Maryi. Oddać im swoje problemy, troski, zmartwienia, swój krzyż. 

Odwaga to także stanięcie w prawdzie o sobie. Zobaczenie swojej nędzy, swojego grzechu. Tylko dostrzeżenie tego, jak jesteśmy słabi, może uleczyć naszą duszę. I pozwolić nam prowadzić się Bogu, który zechce nas przemieniać. Budować na nowo. Który może nas uzdrowić ze wszystkich naszych lęków, uzależnień, zniewoleń. Nie bójmy się tego!

Ksiądz Dominik mówił także o antykoncepcji, która jest zabijaniem naszej tożsamości (szczególnie w małżeństwie). Stosowanie jej przez żonę czy męża krzyczy: „nie chcę być matką”, „nie chcę być ojcem”. To prowadzi do – często nieświadomego – rozpadu relacji. 

Tym, co jednak najbardziej mnie dotknęło, była msza, którą poprowadził ksiądz Dominik w sobotni wieczór. Takiej mszy nie przeżyłam NIGDY w całym swoim 39 -letnim życiu. Moment przeistoczenia chleba (hostii) i wina w ciało i krew Jezusa Chrystusa był tak wzruszający i poruszający, że nie dało się nie usłyszeć płaczu wielu ludzi dookoła mnie. Ksiądz bowiem przed transsubstantiatio wyjaśnił nam wagę tego momentu, opisał, co się dzieje w danym momencie. Dopiero wczoraj pojęłam wielką powagę tej chwili podczas eucharystii. I jestem przekonana, że wielu ludzi, którzy siedzieli obok, także. Zdradzały to ich łzy. 

Końcowa modlitwa o uzdrowienie była czymś niesamowitym. Gdy ksiądz modlił się wspólnie z nami o uzdrowienie nas z naszych zniewoleń, lęków, słabości, poczułam niesamowity prąd, który przeszedł przez moje ciało. Po policzkach spłynęły łzy, zalała mnie fala ciepła. Z kościoła wychodziłam tak dotknięta, że nie umiałam wyrazić tego, co czułam. 

To będzie bardzo osobiste, co napiszę, ale czuję, że warto się tym podzielić. Jak wiecie, od dwóch lat jestem singielką. Która stanowczo mówiła, że nie chce jak na razie męża, rodziny. Jestem zrażona do facetów, zraniona. I generalnie nie ufam im. Co się zadziało w trakcie tych trzech dni?

Patrząc na tak licznie przybyłe rodziny, małżonków z dziećmi, którzy tulili się do siebie, całkowali czule w czoła na znak pokoju, widząc kilku Wojowników Maryi leżących krzyżem przy ołtarzu, słuchając kazań księdza Dominika, które były kierowane głównie do małżeństw, coś się zmieniło w moim sercu. Coś skruszyło taflę lodu z napisem: „Nie chcę jeszcze męża, nie chcę jeszcze dziecka”. Po raz pierwszy w życiu (dosłownie) zaczęłam tak od serca prosić Maryję o dobrego męża. Prosić Boga, by postawił na mojej drodze wyjątkowego mężczyznę, który będzie dobrym człowiekiem. Z którym będę budować relacje zgodnie ze wskazówkami, które usłyszałam podczas tych rekolekcji.

Parafia pw. św. Karola Boromeusza w Gdyni
Niezapomniana adoracja.

Na ponad 5 godzinnej adoracji, gdy tak mówiłam Bogu o swoich lękach związanych z małżeństwem i rodziną, zapytałam Go wprost: „Boże, Ojcze Mój, czy będzie mi w ogóle dane mieć jeszcze dzieci? Mam już prawie 40 lat. Faceta brak. Jaki masz plan względem mnie?”. I na końcu dodałam z lekkim uśmiechem: „Tylko proszę Tato, odpowiedz mi. Daj mi znać”. Nie uwierzycie, ale wychodzę z sobotniej mszy, jest prawie 22.00 i podbiega do mnie obca kobieta. Nie znam jej. Pyta, czy jestem Iloną Adamską. Odpowiadam, że tak. Wioletta (którą serdecznie pozdrawiam) mówi do mnie, że „śledzi” mnie na Facebooku od jakiegoś czasu i podziwia mnie za to, co robię, jak pięknie ewangelizuję kobiety. Podziwia za odwagę mówienia głośno o Bogu i swojej wierze. Dziękowała mi za moje świadectwo, którego słuchała na jednym z zoomów. Przytuliłam ją serdecznie. Uwaga – kompletnie tego nie dostrzegając…

Czego?

No właśnie….

Rozmawiamy o rekolekcjach i mówię jej, że tak pięknie słuchało mi się o relacjach małżeńskich, że z taką tęsknotą patrzyłam na te pary, które stały obok mnie i że po raz pierwszy poczułam, że chcę mieć dzidziusia. I mówię jej, że zapytałam o to Boga na adoracji. Czy będę mamą, a ona nagle zaczyna mówić mi o… ciąży. Ja patrzę, a tam wielki brzuch. 7. miesiąc. I mówi, że mogę dotknąć jej brzuszka.

Zamarłam. Poczułam takie ciepło. I poczucie, że właśnie teraz, w tym momencie, obca kobieta została mi zesłana przez Boga, który dał mi chyba odpowiedź na moje pytanie… 

Dla wielu może to być naciągane… Przypadek. Ja jednak wiem, że nie ma w życiu przypadków… Że Bóg mówi do nas przez ludzi. Że ta kobieta w tym całym tłumie ludzi dostrzegła mnie. Podeszła i pozwoliła dotknąć maleństwa, które nosi pod swoim sercem. 

Te rekolekcje były dla mnie. Wiem, że miałam na nich być. Przemieniły mnie. Moje serce. Zniknął lęk, obawy. Powrócił spokój i radość serca. Bóg jest wielki! 

Ufajmy Maryi. Zanośmy do niej nasze prośby. Zanośmy do niej nasze smutki. Tylko poprzez Maryję zbliżamy się do Boga

Amen. 

Ilona Adamska

50+

Udostępnij:

Polecane artykuły

Send Us A Message