Ilona Adamska: Nie hejtujmy! Nauczmy się cieszyć z sukcesów innych!

Nie znam chyba osoby, która nie zostałaby bez powodu obgadana, niesprawiedliwie oceniona, zmieszana z błotem. Osądzona bezpodstawnie, skrytykowana np. bo za dobrze wygląda lub za dobrze jej się powodzi. Na co dzień stykamy się z tzw. hejtem, wobec którego nie możemy być bierni.  Od lat wyznaję zasadę: nie zazdrość innym! Ucz się od tych, którzy są wyżej od Ciebie! Naucz się cieszyć sukcesami innych.

Inspiracją do tego artykułu była rozmowa sprzed kilku dni z koleżanką, którą oczerniano na portalu branżowym dla fryzjerów. Napisała mi, że nie śpi ze stresu od kilku dni, bo nie radzi sobie z hejtem. Bardzo to przeżywała.

Na co dzień spotykam się z różnymi opiniami na swój temat. Niektórzy myślą, że o nich nie wiem. Świat jest jednak mały. Wszystko do nas dojdzie. Kwestia czasu.

Zapytacie, kto najczęściej hejtuje? Zdecydowanie kobiety.  I to te, które są najbliżej nas!!! Lub te, które nigdy nie spotkały nas na żywo. Które oceniają mnie na podstawie zdjęć w sieci, nie mając bladego pojęcia, jaka jestem na co dzień.

Czego zazdroszczą kobiety? Przede wszystkim urody, popularności, osiągnięć w pracy. Często fajnego faceta, modnej torebki czy po prostu tego, że jest szczęśliwa.

Drogie Panie, zamiast zazdrościć – nauczcie się prawić drugiej kobiecie komplementy.  Dla mnie nie ma nic piękniejszego i wartościowszego niż miłe słowo szepnięte przez koleżankę, znajomą czy zupełni obcą osobę, która podchodzi do mnie po konferencji i mówi: „Jejku, ale ty jesteś normalna. A ja myślałam, że jesteś osobą, która traktuję innych z wyższością”.

Jak pisała kiedyś Gabriela Gargaś: „Komplementy to tylko kilka niepozornych słów, które jednak potrafią zdziałać cuda. Zmieniają nastawienie do drugiego człowieka, a także do samego siebie. Potrafią zmienić okropny, deszczowy dzień w ciepły i pełen radości. Działają niczym balsam dla duszy, kojąco. Kilka ciepłych słów, wyszukanych i trafionych, zapamiętuje się na długo…”.

Zazdrość to strasznie niefajne uczucie, wynika przede wszystkim z naszych kompleksów. Najczęściej zazdroszczą ci, którzy sami nic nie robią. Którzy mają nudne, przewidywalne życie. I żyją naszym. W sieci.

Badanie przeprowadzone przez trzech naukowców z Uniwersytetu Manitoba pokazały, że internetowe hejtowanie charakteryzuje się trzema cechami, które nazwano Mroczną Triadą.

Michał Wawrzyniak w książce „Hejtoholik” wyjaśnia, czym owa triada się charakteryzuje: manipulowaniem oraz zwodzeniem innych, dążeniem po trupach do celu i makiawelizmem. Egoizmem oraz obsesją na swoim własnym punkcie, a także brakiem empatii oraz żalu, czyli cechą charakterystyczną dla psychopatów i sadystów odczuwających przyjemność, gdy inni cierpią.

Wyniki badań są przerażające i trudno uwierzyć, ale ludzie, którzy hejtują, to sadystyczni psychopaci z wielkim ego i spaczonym podejściem do życia. Wawrzyniak dzieli hejterów na kilka grup, nadając im zabawne, ale jakże prawdziwe nazwy. Wśród osób nasz oczerniających, trollujących, najczęściej znajdują się „Kanibalfamiliaris” – to osoby, które sprawiają najwięcej przykrości, ponieważ są najbliżej nas. To zawsze ktoś z naszej rodziny. Typ, który czerpie przyjemność z udawania bliskiej osoby, a tak naprawdę zazdrości nam sukcesów.

Nasza rodzina czy pseudoprzyjaciele skrupulatnie śledzą nasze życie na FB, po to, by podpatrywać, czy przypadkiem nie mamy lepiej od nich. Hejt ze strony bliskich boli najbardziej. Kochasz kogoś, ale słyszysz od tej osoby słowa, które Cię ranią i są często przyczyną rezygnacji z wielu rzeczy.

Drugim typem hejtera jest „Wiecznozazdrościeniowiec”, czyli jak mówi Wawrzyniak – typ „żal dupę ściska”, zazdrość niemal w każdym wydaniu. To taka osoba, która, gdy zobaczy np. twoje zdjęcie z wakacji na Dominikanie, od razu zacznie wymyślać: „chwalisz się, weź się do roboty, bo ty odpoczywasz, a inni ciężko pracują”. Gdy wrzuciłam zdjęcia na FB z urlopu, jeden facet skomentował: „Kogo stać na takie wakacje?”. Zamiast cieszyć się i inspirować, myśleć: „Super, też kiedyś muszę zobaczyć to miejsce”, osoba ta czuje niewyobrażalną zawiść i zazdrość. Dwie moje znajome były na wyprawie w Peru i Boliwii. Z wypiekami na twarzy śledziłam ich posty na Facebooku. Komentowałam piękne zdjęcia. I mówiłam sobie: „Kiedyś też tam pojadę”. Myślę, że do takich przemyśleń są jednak zdolni mądrzy, niezakompleksieni ludzie.

Ostatnim typem hejterów (choć Wawrzyniak podaje ich znacznie więcej, ja wymieniam trzy najczęściej występujących) jest tzw. Wyśmiewca Stadny. Sam jest słaby, jego zdanie mało znaczące, więc łączy się z innymi jemu podobnymi w grupy. Dopiero będąc w niej, czuje swoją siłę. Do tej grupy najczęściej zaliczają się nasi najgorsi (byli już) klienci, konkurencja. Ktoś, kto ponarzekał, komu nie wyszło, kogo nie zadowoliliśmy, bo miał wygórowane oczekiwania. Natychmiast taka osoba znajduje popleczników i zaczynają cię oczerniać w sieci, najczęściej wśród obecnych klientów. To najbardziej znana mi grupa.

Michał Wawrzyniak nawołuje do tego, żeby walczyć z hejtem. Żeby pokornie nie zgadzać się na niego. Oczywiście hejtu nie da się całkowicie wyeliminować, ale czy naprawdę mamy pozwolić, by nas zdominował? Najważniejsze to nauczenie się znajdywania dobrej strony w tym, co ktoś robi w złym celu. Nauczyć się szukać drugiego dna, przekuwać na swoją korzyść to, co ktoś nam zarzuca. Autor książki Hejtoholik dosadnie pisze: „Nie pozwól, aby ktoś spróbował ci wmówić, że na agresywne zachowania ludzi ty masz tylko i wyłącznie odpowiadać przeprosinami za to, że żyjesz. Jesteś człowiekiem, a nie robotem. Masz prawo reagować tak, jak w danej chwili serce ci dyktuje. (…) Działaj bez względu na to, czy użyjesz ostrego słowa, czy mocnego gestu”.

Walka z hejtem to także działania prewencyjne w sieci. Zapraszaj do znajomych na FB tylko ludzi, których znasz, poznałeś osobiście, osoby, na których ci zależy. Używaj narzędzi do blokowania komentarzy, usuwania ze znajomych, usuwania z grup. Po to przecież to wszystko zostało stworzone. Nasza przestrzeń w sieci jest tak samo osobista i intymna, jak ta w życiu realnym. Powinna dawać nam poczucie bezpieczeństwa.

Nie znam osób, których nie bolałyby kąśliwe uwagi, pomówienia, plotki. Najczęściej rozsiewają je nasi byli partnerzy, pracownicy, osoby kiedyś związane z nami. Według mnie jest to wyłącznie potwierdzenie tego, jacy są mali i słabi. A przede wszystkim bezsilni. Bądźmy ponad nimi. Róbmy swoje. Nic bardziej nie zaboli naszego przeciwnika niż kolejny nasz sukces! Cieszmy się życiem, czerpmy z niego pełnymi garściami, spełniajmy swoje marzenia. A przede wszystkim patrzmy na innych z miłością i serdecznością!

Nauczmy się cieszyć z sukcesów innych. Inspirujmy się tymi, którzy już go odnieśli. Pamiętajmy, że za każdym sukcesem kryje się wytrwałość i ciężka praca. Jeśli to zrozumiemy, będzie nam się żyło lepiej i przyjemniej. Zamiast toksycznej zazdrości odczujemy inspirację i motywację. Szacunek i podziw. Impuls do działania.

Nie konkurujmy z innymi, nie rywalizujmy. Nie porównujmy się do innych. Każdy z nas jest wyjątkowy na swój sposób. Każdy jest niepowtarzalny. Pielęgnujmy w sobie tę wyjątkowość. I pamiętajmy: Szczęście to nie tylko „mieć”, ale również „być”. Być tu i teraz, dla siebie i dla innych.

Jestem z Wami!

Ilona Adamska

fot. Dorota Czoch

4+

Udostępnij:

Polecane artykuły

Send Us A Message