Ilona Adamska: Bo silne kobiety nie urodziły się niezniszczalne!

Inspiracją do napisania tego tekstu były ostatnie dni i czas, który sprawił, że przymusowo zwolniłam. Prawie tydzień leżenia w łóżku. Pierwsze trzy dni, nie mając kompletnie sił, by wstać i zrobić sobie herbaty. Na szczęście miałam wokół siebie fantastycznych przyjaciół, którzy przyjeżdżali z lekami, obiadem, zakupami. Którzy troszczyli się, martwili, dzwonili co chwilę, pytając o stan zdrowia. Pojechali ze mną do szpitala. W ciągu tych kilku dni dostałam tak wiele dowodów sympatii, szczerej troski i życzliwości od ludzi, że kilkukrotnie ze wzruszeniem dziękowałam Bogu w modlitwie za to, że nie jestem dziś sama. Że są wokół mnie osoby, które martwią się o mnie. Które są szczere, życzliwe. Po prostu dobre…

Ten czas, a zwłaszcza piątek, kiedy miałam spotkanie Europejskiego Klubu Kobiet Biznesu i wraz z dziewczynami świętowałam swoje urodziny, był dla mnie niezwykle trudny. Mówię uczciwie: tylko z Bożą pomocą i dzięki jakiemuś cudowi byłam w stanie wstać z łóżka i pojechać na spotkanie, być twardą, zdrową, profesjonalną. Bo nie chciałam zawieść pań, odwoływać wydarzenia, na które przyjechały już dzień wcześniej, często z drugiego krańca Polski (zaznaczę w tym miejscu, że będąc osobą odpowiedzialną, wykonałam wcześniej dwa testy na obecność COVID-19, które potwierdziły, że jestem zdrowa i to na pewno nie przyczyna mojej słabszej formy).

I właśnie ten wieczór, ten moment, gdy ledwo siedząc u wizażystki Kasi, która malowała mnie na event i która widziała, że resztkami sił siedzę na fotelu, a później idę i staję na wysokości zadania, pokazując na Facebooku uśmiechniętą, „zdrową” Ilonę, sprawił, że piszę ten artykuł. A dokładniej, punktem zapalnym do napisania tego tekstu był komentarz – pół żartem, pół serio – znajomego, który powiedział: „Ty to kłamczuszek trochę jesteś. Rano piszesz, że jesteś chora, a wieczorem wyglądasz jak milion dolarów. Gdzie ty byłaś chora?”.

No właśnie…

Chcę dziś poprzez ten tekst pokazać i uświadomić wielu osobom, ile jesteśmy w stanie znieść. Jaką mamy siłę, by sprostać wielu zadaniom. Często zagrać zdrową, pogodną, radosną, szczęśliwą i SILNĄ. Mimo że ciało daje znaki, że nie ma już sił. Że trzeba wyluzować, odpuścić. Odpocząć.

Kasia Nosowska mówiła w jednym z wywiadów: „Kobieta jest organizmem ultradoskonałym. Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach. Przetrwa wszystko”. Tak, to prawda!

Tylko.

Od kobiet silnych wymaga się dużo więcej… Każdy myśli, że jesteś niezniszczalna. Że dajesz sobie ze wszystkim radę. Że nie potrzebujesz ciepłych słów wsparcia, komplementów, pomocy, bo przecież jesteś „petardą”.

Jakiś czas temu krążył w sieci taki cytat:

Kiedy widzą Cię jako silną kobietę, myślą, że nie potrzebujesz niczego ani nikogo, dasz sobie sama radę ze wszystkim, co teraz się dzieje, i ze wszystkim, co Ci się stanie. Że nie masz nic przeciwko temu, żeby Cię nie słyszeć, leczyć czy kochać.

Kiedy widzą Cię jako silną kobietę, szukają Cię, byś pomogła im nieść ich krzyż. Rozmawiają z Tobą i myślą, że nie trzeba Cię słuchać.

Nie pyta się silnej kobiety, czy jest zmęczona, cierpi albo upadła, jeśli przeżywa lęk lub strach. Ważne jest to, że zawsze tam jest: latarnia morska we mgle, skała na środku morza.

Silna kobieta nigdy nie dostaje przebaczenia. Jeśli traci kontrolę, mówią, że jest słaba lub histeryczna.

Kiedy silna kobieta znika na chwilę, wszyscy to zauważają, ale kiedy jest, jej obecność jest oczywista.

Ale to, w jaki sposób masz brać niezbędną siłę każdego dnia, by być taką kobietą, nie ma dla nikogo znaczenia.

Jakież to prawdziwe!

Ludzie często nie zdają sobie sprawy, jakie obciążenia i jakie wymagania ze świata zewnętrznego wiszą nad kobietami, które dowodzą. Są liderkami, które na co dzień dają tyle z siebie dla innych, że czasem same zostają bez sił, choć nigdy tego nie pokazują. Bo silne kobiety płaczą w ukryciu. Jak to wczoraj nazwała moja serdeczna znajoma Renata Targosz: „To właśnie jest ukryta definicja wszystkich silnych kobiet”. Płaczemy i cierpimy w ukryciu. Bo przecież każdy chce nas widzieć silnymi.

A przecież kobieta to istota niezwykle delikatna, wrażliwa, emocjonalna. I każda z nas ma prawo do gorszego momentu. Do chwil słabości. Załamania. Do bycia małą, bezbronną dziewczynką, która potrzebuje odpocząć. Potrzebuje, by ktoś załapał ją za rękę, przytulił, powiedział, że wszystko jest OK. Bo silne kobiety nie urodziły się niezniszczalne.

Dajmy sobie, Drogie Panie, przyzwolenie na bycie słabą. Na bycie czasem bez sił. Na bycie sobą. Na bycie niedoskonałą. Nie porównujmy się z innymi. Bo żadna z Was nie będzie mną czy nią. Z jej doświadczeniami i nastawieniem do życia.

Dziś dla mnie silna kobieta to przede wszystkim taka, która buduje inne kobiety, zamiast nawzajem się niszczyć. Która poprawia innej koronę, gdy jej się zsunie i nie powie o tym nikomu. Która wspiera, dodaje skrzydeł. Ale która także pozwala sobie na gorszy dzień.

Silna kobieta to piękna kobieta. Wewnętrznie. Jak mawiała Coco Chanel: „Piękno zaczyna się w momencie, kiedy decydujesz się na bycie sobą”. Przestań więc roztrząsać swoje braki. Zacznij szukać w sobie tego, co dobre, co Cię wyróżnia. Bądź oryginalna. Nie do skopiowania. Lśnij swoim blaskiem.

Siej dobro wokół siebie!

Przestań podkładać innym kobietom świnie, plotkować, poniżać, oczerniać, kopiować pomysły. Bo tak jak dobro wraca – zło także. I to ze zdwojoną siłą.

Życzę Wam dziś pozwolenia sobie na… bycie sobą. Bez lęku i obawy na to, co powiedzą inni.

Ilona Adamska

8+

Udostępnij:

Polecane artykuły

Send Us A Message